Dziękuję. Łatwo nie było, potykałem się o własne nogi, ale małymi kroczkami coraz bardziej się wprawiałem i coraz sprawniej szło. Największym wyzwaniem było strojenie – trzeba mieć mnóstwo praktyki, żeby to sprawnie szło. Kurcze, trudne to jest do nauczenia, szczególnie że instrument był w stroju 435 Hz i przestrajałem na 440. W dodatku rozpisywałem strój na złożonym instrumencie, po czym stroiłem głośnice na strojnicy, wyliczając wartości z różnic pomiędzy akordeonem a strojnicą, a to i tak było mocno niedokładne i zajmowało od groma czasu. Umiałem stać przy tej strojnicy od godz. 13:00 do 19:00 i robota była ani za mną, ani przede mną, ale wprawy nabierałem, nie da się ukryć. Spektakularne efekty było widać dopiero, jak zdecydowałem się stroić na złożonym akordeonie, a nie na strojnicy. W dwa dni obskoczyłem cały akordeon, włącznie z basami.
Co do napraw, to raczej nie planowałem tego robić zarobkowo, raczej sam dla siebie, na własne potrzeby. Pomysł jest raczej taki, żeby kupić rupiecia (ale nie aż takiego jak ten Royal) za kilka stówek, posiedzieć, naprawić, pograć, pocieszyć się i odsprzedać.
Chodzi mi po głowie księżycowy. Nigdy nawet takiego na żywo nie widziałem, a co dopiero na nim pograć, więc jak się gdzieś trafi jakiś na części, to pewnie się skuszę.