Tak, tak w rzeczy samej zgadzam się. To bardzo istotne spostrzeżenie. Wykonawcy z pewnością nie, ale kompozytora już tak i to jeszcze jak.

A'propos jeszcze, pierwsze moje skojarzenie w kontakcie owym dziełem:
"? Koniec seansu! Maestro! Zasuwaj pan marsza! Ogłupiały dyrygent nie zdając sobie sprawy
z tego, co robi, machnął batutą i orkiestra nie zagrała, nie zagrzmiała ani nawet nie łupnęła, ale
właśnie ? dokładnie tak, jak to ohydnie określił kot ? zasunęła jakiegoś nieprawdopodobnego i z
na cały teatr:
W dodatku kocur właśnie wtedy rzucił się był ku rampie i ludzkim głosem wrzasnął znienacka
niczym co do swego wyuzdania nie dającego się porównać marsza. Przez moment wydawało się,
że kiedyś, pod gwiazdami Południa, w jakimś cafe chantant rozbrzmiewały już trudne do
zrozumienia, na wpół oślepłe. a przecież chwackie słowa tego marsza:
Słabość miał taką Jego Wysokość: lubił domowe ptactwo ? gdy hoże dziewczę wpadło mu w
oko, w opiekę brał biedactwo!
A może nie było żadnych takich słów, może były jakieś inne, napisane do tejże muzyki, już
zupełnie nieprzyzwoite. To nieważne. Ważne, że w Varietes zaczęło się po tym wszystkim coś w
rodzaju istnej wieży Babel. Milicjanci biegli w kierunku loży Siemplejarowa, gapie włazili na
poręcze krzeseł, słychać było wybuchy piekielnego śmiechu, oszalałe krzyki, które zagłuszał
złoty brzęk talerzy orkiestry."
Ciekawe czy ktoś jeszcze ma podobnie czy to tylko ze mną jest coś nie teges
